Co naprawdę mówili klimatolodzy 30 lat temu ( MalyBiolog )

Londyn też znalazł jeden prosty sposób na sprowadzenie śmiertelności wśród mieszkańców z powodu smogu do 0.
@Arsenazo: I mimo, że skala była bez porównania mniejsza, teren był pod jedną jurysdykcją, mieszkańcy mieli w pamięci wydarzenia z 1952, a przepisy były na tyle mało restrykcyjne, że można je było wprowadzić w ciągu kilku lat, to i tak nie obyło się np. bez dotacji na wymianę pieców czy urzędowej listy jaki rodzaj węgla jest ok, a jaki nie. Gdzie więc ta istotna różnica w podejściu? Podobną drogę w kwestii smogu obrał Kraków ale wygląda na to, że w związku z tym, że Kraków nie ma jurysdykcji nad terenami wokół, to efekt nie będzie aż tak spektakularny jak liczono.
Na marginesie: śmiertelność z powodu smogu w Londynie wcale nie spadła do zera. Jest całkiem wysoka, choć obecnie głównie przez tlenki azotu.

A teraz przechodzimy do redukcji emisji gazów cieplarnianych, gdzie tereny są pod różnymi jurysdykcjami, o bardzo różnych uwarunkowaniach (np. od biednych Indii, przez bogatszą Rosję po bogate Stany), dwutlenku węgla nie można wyeliminować w kilka lat tylko w optymistycznym wariancie potrwa to dekady, a pozytywny efekt nawet drastycznych lokalnych redukcji będzie prawie niezauważalny dla osób ponoszących jej koszty (bo liczą się emisje globalne), więc motywacja do działania nie oglądając się na innych nie jest duża…

Co do transportu – publiczny jest już całkiem dobrze zelektryfikowany, prywatny to wg mnie kwestia czasu.
Kolej jest nieźle zelektryfikowana, poza tym jest może trochę trolejbusów i autobusów elektrycznych (wprowadzanych głównie nie ze względów ekonomicznych a właśnie środowiskowych) ale jaki to procent? Szczególnie wobec emisji lotniczych czy drogowego transportu towarowego czy drogą morską? Być może kiedyś się to zmieni ale jeszcze bardzo długa droga do wyparcia ropy.

Kolejne znaczące źródło CO2 czyli gospodarka rolna na moje oko wnosi tyle samo co pobiera.
Na jakiej podstawie tak uważasz?

Gdyby uznać że problem globalnego ocieplenia istotnie jest palący, to można ludzi przekonać do zmian tak samo jak przekonano ich do stosowania benzyny bezołowiowej zamiast ołowiowej,
Czyli jak? Np. w Stanach zadecydowano o tym odgórnie, właśnie za pomocą mechanizmu w stylu handlu emisjami za czasów Reagana. W Polsce i UE dawno temu pojawił się obowiązek stosowania katalizatorów w nowych samochodach a te benzyna ołowiowa uszkadza.

jak przekonano do rezygnacji z eternitu,
Eternit został zakazany. Dodatkowo jest bezpośrednio szkodliwy więc motywacja jest zupełnie inna niż gdy ktoś np. mówi Ci, że przez najbliższe lata zapłacisz kilka tysięcy dodatkowo w rachunkach bo trzeba budować elektrownię atomową (nie mówiąc o 10 elektrowniach atomowych) aby redukować emisje.

jak przekonano do rezygnacji z żarówek z włóknem żarowym (wg mnie głupota), itd.
Obowiązuje zakaz, jest taniej, a i tak znam takich którzy dalej z przyzwyczajenia kupują żarówki „wstrząsoodporne”…

Rentowność czy wynikający z niej okres zwrotu z inwestycji to w energetyce, szczególnie tej odnawialnej, sprawa bardzo śliska. Gdyby wycenić korzyść z redukcji emisji CO2 to na pewno te wskaźniki uległyby poprawie.
Takiej „korekcji konkurencyjności” właśnie służą podatki węglowe czy handel emisjami (choć tu wycena jest wypadkową kosztu tempa redukcji) – obciążające emitenta ale nie faworyzujące żadnej konkretnej technologii.

Sektor publiczny nie działa dla zysków w sensie finansowym.
To prawda, ale też obowiązują go ograniczenie ekonomiczne.

Zyski są zawsze kosztem środowiska naturalnego, dlatego trzeba się na coś zdecydować.
Jakie zyski?

Polski węgiel kamienny jest względnie drogi, więc na eksport idą jakieś śmieszne ilości podczas gdy większość pochłania energetyka. Brunatny w całości zużywany jest w polskich elektrowniach. Wykosztowanie się na elektrownie jądrowe rozwiązałoby problem produkcji węgla od strony popytowej.
Hmm, 30 GW * 20 mld zł/GW = 600 mld zł na zastąpienie polskich elektrowni węglowych elektrowniami atomowymi. Dla (relatywnie w stosunku do świata) bogatego kraju jak Polska problemem jest już sfinansowanie jednej elektrowni, a co dopiero wielu w krajach biedniejszych.