Toksyczne matki unikają odpowiedzialności za swoją przemoc ( wardenga )

@Wuxian: Doskonale cie rozumiem. Na moim przykladzie moglbym napisac ksiazke „Jak nie wychowywac dziecka”. Ja bylem najstarszym dzieckiem i mialem wrazenie, ze matka wylewala na mnie cale zlo swiata jakie sie w niej gromadzilo, a zaraze jakos dbala zeby mial co jesc i spac. Przez jej wieczna wscieklosc na ojca o wszystko, wyroslem w przekonaniu ze mezczyzni sa gorsi od kobiet, czego nie rozumiem bo ojciec jest czlowiekiem, ktory swiata poza matka nie widzi. Mimo, ze miala jednych z lepszych bezproblemowych dzieciakow w sasiedztwie, swiadectwa z czerwonym paskiem, liceum, studiow, i tak nasluchalem sie tego, ze nic ze mnie nie bedzie, ze zaluje ze mnie urodzila. Porownywanie do innych, ataki wscieklosci. Najgorsze bylo wtracanie sie w zyciowe wybory, na przyklad studia „glupoty ci w glowiem rob jak ci mowie a wybierzesz dobrze”, a dzisiaj i tak robie cos innego, moje studia to byla strata czasu, kosztem zycia prywatnego. Z zasugerowana przez nia praca bylo to samo, nie wytrzymalem i rzucilem. Uwazam, ze pod przykrywka robienia cos dla mnie, matka realizowala swoj prywatny cel, chciala zebym robil to co ona chciala za mlodu, a nie mogla, przy okazji zalezalo jej, zeby moc sie mna chwalic przed innymi. Moje dobro i to zebym zyl tak jak ja chce, nie liczylo sie, bo kolidowalo z celem matki. Teraz utrzymuje minimalny kontakt, choc to i tak za wiele, teraz mysle ze jestem jej „planem emerytalnym”. Niedlugo stuknie mi czterdziestka, od strony zawodowej i materialnej sobie radze, ale zycie osobiste juz gorzej, jestem sam, borykalem sie z depresja. Gdyby nie to, ze mam w sobie typ buntownika, gdyby cos we mnie nie peklo i gdybym nie rzucil wszsytkiego i nie zaczal sam zyc na swoj rachunek zaczynajac „od zera” to nie wyszedlbym z depresji.